Second Life jest nie tylko grą – prędzej można określić je mianem symulatora rzeczywistości. Pewnie większość z Was miała okazję widzieć ten trójwymiarowy świat i obserwować dowolność, z jaką możemy przemierzać jego granice, albo kreować całkiem nowe miejsca.
Użytkownicy sami decydują o wyglądzie awatara, sami też wiedzą, gdzie i z kim chcą bywać. Jeśli wystarcza im świat, w którym się znaleźli – zwiedzają jego zakamarki. Jeśli pragną stworzyć sobie własną rzeczywistość, lub do przestrzeni wirtualnej przenieść tę rzeczywistą – po prostu ją kreują.
Nagle możesz mieć wszystko, czego jeszcze nie osiągnąłeś w świecie rzeczywistym – odnieść sukces, odnaleźć drugą połówkę, stać się sławny, leniuchować w nieskończoność. Czemu więc tak często słyszę, że Second Life – to jedynie „podróbka życia”?
Zagłębiając się w świat wirtualny nagle zyskujemy ogromną swobodę – możemy wybrać sobie nową tożsamość, nowy wygląd, wykreować wokół swojej sylwetki całkiem nową rzeczywistość – a przy pomocy wszystkich tych argumentów podbijać dusze innych osób – potencjalnych znajomych, nowych ukochanych, czy w końcu – naiwniaków, który dadzą się oszukać. Czy korzystamy z takiej szansy? Psychologowie twierdzą, że do świata wirtualnego wnosimy większą część naszego ‘ja’, niż mogłoby się wydawać – tu warto sięgnąć do doświadczenia profesora Mela Slatera (University of London). Otóż postanowił on powtórzyć w świecie wirtualnym eksperyment ze świata rzeczywistego przeprowadzony 40 lat wcześniej przez Stanleya Miligrama (1961r. – Miligram sprawdza posłuszeństwo wobec autorytetu, nieświadomi mistyfikacji „oprawcy” teoretycznie rażą inne osoby prądem – zamknięci poza ich wzrokiem „poszkodowani” głośno krzyczą, czasami zupełnie milkną – mimo to ich „oprawcy” często stosują dawkę elektrowstrząsów powyżej dopuszczalnej; więcej o obu doświadczeniach: http://pclab.pl/news24007.html). 24 internautów przekonuje Slatera, że reagują identycznie, jak ludzie spoza świata wirtualnego. To mogłoby dowodzić tezy, że przenosimy do świata wirtualnego swoje zachowania z rzeczywistości - razem z nimi zarówno pozytywne, jak i negatywne. Ale też coś więcej – wchodzimy w świat wirtualny z naszym prawdziwym charakterem – często dajemy mu fory i folgujemy tym żądzom, którym nie możemy na to pozwolić w codziennym życiu.
Żeby nie kreślić tak czarnej wizji – w Internecie możemy ukazać także dobre strony swojego charakteru. Rozwijać się, uczyć jasnego precyzowania myśli i przełamywania lodów w kontakcie z drugim człowiekiem. To idealne miejsce dla ludzi nieśmiałych, z dysfunkcjami narządu mowy, czy ruchu lub osób z fobiami. Tu także nasuwa mi się jednak pytanie – czy czując możliwości płynące z korzystania ze świata znajdującego się w zasięgu myszki, bez konieczności uczesania się, wykąpania i wyjścia na dwór – nie pogłębiamy swoich lęków, nie idziemy na łatwiznę?
I w końcu – czy rzeczywiście jesteśmy bardziej anonimowi, niż w komunikacji miejskiej, dzięki dowolności autokreacji? Czy może w wyniku używania i odbierania innych bodźców musimy je zintensyfikować, co ułatwia nam zbliżenie do drugiej osoby oraz po pewnym czasie – pokazuje nasz prawdziwy charakter, pozwala obedrzeć nas z awatara i zajrzeć w głąb nas samych drugiemu internaucie?
Jak to więc jest? Czy Internet rozprasza odpowiedzialność i pozwala nam na czyny i słowa, na które nie pozwolilibyśmy sobie w normalnym świecie ze względu na swoją specyfikę, która działa na nas destrukcyjnie? A może ułatwia nam po prostu okazanie prawdziwej twarzy?
W moim odczuciu możemy projektować emocje ze świata rzeczywistego do wirtualnego i dzięki temu stawać się lepszymi ludźmi – czytałam np. o córce i matce, które dzięki Second Life i stworzonych w grze postaciach doszły do porozumienia. Jednak osobiście nie do końca przekonuje mnie rozwiązywanie problemów emocjonalnych z ‘naszego’ świata za pomocą ekranu i myszki – moje uczucia odzierałoby to ze wszystkich rzeczywistych emocji. Nie neguję oczywiście tego, że taki kontakt często jest dużo łatwiejszy – uważam jednak, że powinien być wstępem do dalszej rozmowy, tym razem odbywającej się już poza grą.
Jednak oddalając się od powyższych dywagacji psychologiczno-socjologicznych :) - czy gracie w Second Life? Czym dla Was jest ten świat? Czy odnajdujecie tam coś innego, czego nie możecie doświadczyć z dala od monitora?
---
Second Life – fabularna gra online stworzona w 2003 roku przez Philipa Rosedale’a, właściciela firmy Linden Lab; uczestnicy działają tu w czasie rzeczywistym operując samodzielnie stworzonymi awatarami. Obecnie w Second Life zarejestrowanych jest około 10 milionów użytkowników z całego świata.


