„Hejka mam na imię Bernard, dla przyjaciół Berni albo ijo ijo ;) Urodziłem się w Dąbrowie koło Poznania (…). Moje ulubione smakołyki to jabłka, groszek z puszki, marchewka, szyneczka (…). Bardzo lubię przyjaźnić się z (…) szczególnie dziewczynkami :)”*
W opisie może nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie to, że pochodzi on z bloga… psa. Do Polski dotarła moda, którą od jakiegoś czasu obserwowałam za pośrednictwem zagranicznych serwisów – m. in. My Dog Space, czy Doggyspace, które za cel stawiają sobie zrzeszanie przyjaciół czworonogów. Ich właściciele szybko pokochali serwisy, w których mogą pochwalić się najnowszymi fotkami i filmami z udziałem swoich psów, a także wymienić się poradami, czy umówić na wspólny spacer.
W Polsce do tej pory najczęściej pisało się o psach w trzeciej liczbie, a wspomnienia zapisywane przez nie same kojarzone były najczęściej z książką autorstwa Tinkerbell, chihuahua Paris Hilton. Co prawda coraz częściej na ulicach można spotkać mniejsze i większe czworonogi w sukieneczkach, szelkach, a nawet skarpetkach oraz zobaczyć ich panie noszące je w torebkach – ale obecność zwierząt zaznaczona liczbą pojedynczą w Internecie ciągle dziwi.
Gdy jakiś czas temu umarł mój kot, zwierzę, z którym byłam bardzo silnie związana emocjonalnie – przeszło mi przez myśl, aby zapalić mu wirtualną świeczkę w sieci, w jednym z serwisów, które zajmują się prowadzeniem pośmiertnych albumów wspomnieniowych lub wystawianiem odpowiednika klepsydry. Wszystko, aby ulżyć zrozpaczonym po stracie zwierzaka właścicielom. Ja jednak dość szybko oprzytomniałam i uznałam, że katalogi na moim dysku w zupełności dobrze spełniają rolę pamiątkową – co miałabym pisać o moim nieobecnym już kocie w Internecie?
A jednak właściciele odczuwają coraz silniejszą potrzebę chwalenia się sukcesami pupili – wszystko jedno, czy piękną sierścią, czy wynikami wystaw.
Od chęci pochwalenia się do stworzenia serwisu społecznościowego dla właścicieli, którzy mogliby dzielić się radami i umawiać na wspólne spacery krótka droga. Tak powstał jeden z polskich portali, CafeAnimal, który obecnie funkcjonuje w fazie beta – i już cieszy się olbrzymim powodzeniem. Poza informacjami o schroniskach, czy weterynarzach można znaleźć w nim społeczność – w portalu coraz częściej pojawiają się profile „pisane” przez zwierzęta.
Skąd pomysł na pisanie za pupila? Opisywanie jego dnia w formie pamiętnika, który w przyszłości może zapewnić nam miłe wspomnienia, a w teraźniejszości – służy pokazaniu wszystkim naszego przyjaciela, wydaje się dość oczywiste. Jak jednak wniknąć w umysł naszego zwierzaka i opisać rzeczywistość jego oczami? Niektórym udaje się to zaskakująco dobrze ;).
Jak myślicie, czy właściciele „podszywający” się w blogach pod swoje zwierzęta dzięki temu czują z nimi jeszcze silniejszą więź? A może nie umieją pisać „ludzkiego” bloga?
Chętnie poczytam opinie osób, którym zdarzyło się pisać w imieniu swojego zwierzaka.
---
* Pełen cytat pochodzi ze strony http://blogi.cafeanimal.pl/BERNARD,231:
„Hejka mam na imię Bernard, dla przyjaciół Berni albo ijo ijo ;) Urodziłem się w Dąbrowie koło Poznania skąd kupiła mnie moja ukochana pani i pan. Jestem yoreczkiem niewielkich rozmiarów, ważę 2.3 kg. i jak widać na zdjęciach noszę fryzurkę na teriera :)Uwielbiam chodzić na spacerki, kąpać się, jeździć samochodem, spędzać czas na działce, bawić się no i oczywiście jeść! Moje ulubione smakołyki to jabłka, groszek z puszki, marchewka, szyneczka i różne smakołyki dla piesków. Bardzo lubię przyjaźnić się z dużymi pieskami, szczególnie dziewczynkami :)”


