moderatio blog logo
Pro-ana w sieci – moda, czy choroba?
Pół roku temu, stosownie wiele czasu przed wakacjami, w Internecie zaczęły pojawiać się kolejne serwisy poświęcone zdrowemu odżywianiu, dietom i walce o szczupłą sylwetkę. Dość szybko pojawiały się na nich tematy niezwiązane ze zdrowym dążeniem do upragnionej sylwetki.


Ponad rok temu świat wydawał się zszokowany kampanią reklamową marki Nolita, do której zdjęcia wykonał Oliviero Toscani, włoski fotograf znany m. in. z kontrowersyjnych kreacji reklamowych , mających zwrócić uwagę ludzi na problemy społeczne. Fotografie na billboardach przedstawiały Isabelle Caro, 27 letnią francuską aktorkę, ważącą 31 kg przy wzroście 165 cm. Reklama przeciwko anoreksji zszokowała nie tylko Włochy – wkrótce lawina dyskusji przetoczyła się przez cały świat. Część chwaliła Toscaniego za odwagę i próbę otwarcia oczu społeczeństwa, uzmysłowienia zagrożenia chorobą i pokazania jej skutków, część – w tym często same anorektyczki – uznały ją za zbyt drastyczną i niepotrzebną lub mogącą spotęgować objawy u już chorujących osób.

Współczesny świat, pełen idealnych dziewcząt, zdominowany przez kult ciała i pokazy mody z udziałem przerażająco szczupłych modelek – nie był jednak przygotowany na kampanię przedstawiającą prawdziwe oblicze choroby. Oczywiście zdaję sobie sprawę z głosów przeciwniczek, w tym osób chorujących na zaburzenia odżywiania, że obraz modelki nie ma wpływu na powstawanie anoreksji – jednak nie uważam, aby były one prawdziwe w każdym wypadku – podobnie jak słowa pisane w Internecie, które nie zawsze są tak nieszkodliwe, jakby mogło się zdawać.

Rok reklamy to ten sam, w którym w Hiszpanii zabroniono wpuszczania na wybieg modelek, których BMI (Body Mass Index – wskaźnik masy ciała) wynosi poniżej 18.

Echo dyskusji wywołanej reklamą można obserwować do tej pory – świat modelek został wzięty pod lupę, a społeczeństwo coraz częściej zaczęło zastanawiać się nad przyczynami wyuczonego wychudzenia oraz jego konsekwencjami.

Rok 2008 rozpoczęła nowina o kłopotach Ali Michael, młodziutkiej modelki, która robiła karierę w błyskawicznym tempie, jednak niestety równie szybko musiała ją zakończyć – powodem były dodatkowe 2 kg – kreatorzy mody uznali, że jej nogi stały się zbyt grube, a Ali publicznie przyznała, że ważniejsze jest dla niej zdrowie, które odzyskała wraz z powrotem do bardziej racjonalnej diety. Fora internetowe rozhuczały się pod wpływem postów dziewczyn pro-ana, które nie mogły zrozumieć tak „głupiej” postawy, która spowodowała zaprzepaszczenie kariery modelki – oczywiście one na jej miejscu schudłyby nie tylko te 2 kg, ale znacznie więcej.

Początek kwietnia to kolejne wielkie wydarzenie związane z międzynarodową dyskusją – izba niższa parlamentu francuskiego przyjęła projekt ustawy zakazującej propagowania skrajnej chudości. Zakaz ma charakter powszechny, co oznacza, że dotyczy również wybiegów na pokazach mody, czasopism oraz samego Internetu – wg opracowanej ustawy każdy, kto „prowokuje inną osobę do osiągnięcia nadmiernej szczupłości przez powstrzymanie się od odżywiania“ może zapłacić karę w wysokości 30 tysięcy euro i trafić na dwa lata do więzienia.
Reperkusje tych wydarzeń da się odczuć także w polskim Internecie. Użytkownicy sieci coraz częściej zwracają uwagę na treści, które czytają – i w wypadku podejrzeń, że mogą one szkodzić życiu lub zdrowiu osób, które do nich dotrą – starają się czynnie działać. Nie umniejsza to jednak popularności tzw. ruchu pro-ana.

Pro-ana nie należy mylić z grupami wsparcia dla osób z zaburzeniami odżywiania (ED – eating disorder) – jest to ruch związany z propagowaniem samej choroby. Całą sieć zalewają blogi pisane przez tzw. motylki (osoby chcące za wszelką cenę schudnąć jak najwięcej), które tworzą kodeksy życia „zgodnie z zasadami anoreksji”, a chorobę nazywają swoją „przyjaciółką”. Łączą się w grupy przy pomocy narzędzi, jakie dają im serwisy i portale społecznościowe i podtrzymują w działaniach prowadzących do utraty zdrowia.

Anoreksja (jak i inne zaburzenia z grupy ED) nazywana jest chorobą duszy, a nie ciała, podobne zachowania można by więc tłumaczyć jej specyfiką. Ale jeśli osoba chora zdaje sobie sprawę z negatywnych skutków utraty zdrowia – czy namawia do zachowań autodestrukcyjnych inne osoby?

Dość szybko dało się zauważyć, że pro-ana stanowi rodzaj sekty, do której chętnie zapisują się nie tylko chore osoby, ale również te, które chcą się „nauczyć chorować”. Obecnie mówi się, że jest to styl życia, który może być odpowiedni dla kogokolwiek – nie tylko osób chorych.

Choroba wyznacznikiem życia? Otóż tak, w ostatnich latach anoreksja stała się modna – a Internet, jako medium o szerokim zasięgu pozwolił jej na szybkie rozprzestrzenienie się. Nie ma chyba polskiego serwisu lub portalu, w którym nie moglibyśmy przeczytać blogów dziewczyn, które chcą jeść, ale nie robią tego dopingowane przez inne blogowiczki i podtrzymywane na duchu przez dekalog „przyjaciółki any”*. System komentarzy pod blogami dość szybko przestał być wystarczający, aby podtrzymywać się w postanowieniach – ale idealnym miejscem okazały się fora i serwisy społecznościowe.

Osoby chore, oraz wyznające styl pro-ana zaczęły dzielić się sposobami na chudnięcie, oszukiwanie rodziców i partnerów, informacjami o nowych „niezawodnych” lekach, dietach i zestawach ćwiczeń – jednak większość informacji należała do tych z nielegalnej półki, mogących doprowadzić do skrajnego wyniszczenia organizmu lub śmierci.

Fora pro-ana nie są w Polsce nielegalne. Administratorzy łamią sobie głowę – zgodnie z prawem polskim nie mają obowiązku ich usuwania, a nawet – nie mają prawa ograniczać wolności słowa. Nie powstał jeszcze żaden odgórny kodeks, normy kodyfikujące praktyki w podobnych warunkach. Każdy moderator musi liczyć sam na siebie – i swój rozsądek.

W serwisie, w którym spotykam się z tym problemem, codziennie poświęcam czas na zapoznanie się z nowymi treściami, które pojawiają się w najpopularniejszych forach tego typu (nie są to tylko pro-ana, ale również pro-mia, czyli pro-bulimia, itp.). Zwracam uwagę na istnienie regulaminu, który w jasny sposób zaznacza, że niedozwolone jest promowanie jakichkolwiek treści prowadzących choćby do uszczerbku zdrowia, rozmawiam z moderatorami, z którymi staram się wypracować plan działania. Uparcie tępię wszelkie niebezpieczne treści. Jestem nienawidzona przez wszystkich pro-ana, którym zabraniam promowania choroby. Co ciekawe, są to osoby często naprawdę chore, mające za sobą doświadczenie hospitalizacji i zdające sobie sprawę z negatywnych aspektów choroby – a mimo wszystko żądne publicznej spowiedzi oraz dzielenia się radami, które kolejne osoby mogą doprowadzić do głębokiego stadium choroby. Ich argumentem jest to, że każdy, kto próbuje im czegoś zabronić z pewnością jest ignorantem – wszak administracja serwisu nie może znać się na chorobach duszy. Problemem natomiast są treści pro i to, że ich autorzy nie wierzą, aby dzięki nim ktokolwiek zdrowy mógł zachorować.

Jak to się jednak ma do tego, że pro-ana to life style? Do tego, że Internet jest już dość powszechny, również dla młodych, kształtujących się osób, które dopiero szukają wzorców postępowania, zachowania, wyglądu? Użytkownicy piszący na forach pro-ana twierdzą, że nijak, tym samym dowodząc, że wszelka ingerencja administracji jest bezpodstawna. Jednak inni użytkownicy, ci zaniepokojeni podobnymi treściami donoszą, że ich autopsja wskazuje na możliwość ulegania podobnym sugestiom. Podobne opinie coraz częściej możemy przeczytać również na blogach samych chorych:

„Dokładnie pamiętam kiedy zaczęło się to bagno. 3 lata temu w poniedziałek wielkanocny leciał angielski dokument o zaburzeniach odżywiania, było tam dużo o dziewczynach, które tworzą blogi pro-ana i pro-mia, zaciekawiona chciałam sprawdzić czy u Nas w Polsce coś takiego również istnieje. Istniało. Trudno było mi zrozumieć te dziewczyny, czytałam i nie rozumiałam, a że zawsze byłam odpowiednia, nie szczupła, nie gruba, po prostu odpowiednia postanowiłam je zrozumieć. Zaczęłam diety, wciągnęłam się, założyłam bloga, kiedyś w dziewczynie, był reportaż właśnie o pro-anie tytuł dieta śmierci, w dolnym rogu umieszczone zostały 4 zdjęcia blogów w tym jeden mój, Boże ! Jaka ja byłam szczęśliwa ...”**

Codzienne kontrolowanie treści może wydawać się walką z wiatrakami. Wobec słów naładowanych olbrzymią dawką emocji – dość trudną walką. Jednak gra jest tego warta, bowiem dotyczy losu osób, które mają do tych słów nieograniczony dostęp i po kolejnej dawce – mogą zacząć im ulegać, szukając w takim stylu życia samych siebie. Czy istnieje jednak jakiś lepszy sposób nadzorowania podobnych treści, niż ten polegający na zdrowym rozsądku i dużym nakładzie pracy? Czy jedynie ustawa kodyfikująca postępowanie, ustępy prawne mogą jednoznacznie rozwiązać podobne problemy?


---

*Popularna wersja dekalogu pro-any, zaczerpnięta z jednego z blogów:
1. Jeśli nie jesteś szczupła, to znaczy, że nie jesteś atrakcyjna.
2. Bycie szczupłą jest ważniejsze od bycia zdrową.
3. Będziesz się głodziła i robiła wszystko co w Twojej mocy, aby wyglądać coraz szczuplej.
4. Nie będziesz jadła nadprogramowo bez poczucia winy.
5. Nie będziesz jadła niczego nadprogramowo bez ukarania siebie za to.
6. Będziesz liczyła każdą kalorię i ograniczała ich ilość.
7. Najważniejsze jest to, co mówi waga.
8. To proste: chudnięcie jest dobre, a przybieranie na wadze - złe.
9. Nigdy nie jesteś „zbyt” szczupła.
10. Bycie szczupła i niejedzenie są dowodami prawdziwej siły woli.
11. Waga jest wskaźnikiem moich codziennych sukcesów i porażek.
12. Wierzę w perfekcję i chcę ją osiągnąć.
13. Droga do szczęścia jest stawaniem się kimś lepszym niż wczoraj.


**cytat pochodzi ze strony http://bulimia-eating-disorder.blog.onet.pl/, zachowana została oryginalna pisownia
2008-09-07 21:37:10
jak na ironię - Anna :)
Długi, ale warty przeczytania artykuł.
Zastanawiam się jak można rozwiązac opisywane przez Ciebie problemy w Internecie.
Wprowadzenie rygoru spotyka się z buntem i posądzaniem o reżim.
Niestety, ale to chyba jedyny - paradoksalnie - racjonalny sposób niwelowania skutków pro-any w sieci.

Pozdrawiam.
2008-09-19 19:23:26
Daniel Chrigiel
Potrzeba cierpliwości, by zapoznać się z pełnymi treściami Pani wpisów, jak i umiejętności czytania ze zrozumieniem, by... zrozumieć ich treść. Moderatorzy sami muszą uzmysłowić sobie, w następstwie Użytkownikom Internetu, gdzie leży granica między ortorektycznym bzikiem a zdrowym rozsądkiem. Wegetarianizm w świecie przestaje kojarzyć się z sekciarstwem, diety z pozbywaniem kompleksów, ekologiczne pożywienie z brakiem czerpania zdolności rozkoszowania się jedzeniem. Warto znać różnice i dostrzegać ortoreksję, anoreksję, bulimię i ...wegetarianizm. Z równią pochyłą w tych punktach, spotkać się nie sposób. Dziękuję.
2008-09-24 19:16:56
binka
Agata, bardzo ciekawy artykuł. Pierwszy na blogu, który mnie poruszył.
Co do problemu: nie przeceniałabym możliwości moderacji w naprawianiu świata. Ty załatasz dziurę w jednym miejscu, a tama puści gdzie indziej. Bardziej skuteczne wydają mi się działania pozytywne, kampanie promujące inne wzorce.
Bardziej zastanawia mnie co innego: jak pokazuje Twój artykuł, nawet krytyczny wobec problemu telewizyjny dokument może być źródłem inspiracji dla niektórych. Może więc - paradoksalnie - przez zignorowanie tematu przyczyniamy się bardziej do rozwiązania problemu, niż robilibyśmy to mówiąc o nim?
(czy gdyby media swego czasu ignorowały Lepera, cokolwiek by on wskórał w polityce?)


2008-10-02 12:41:55
Coni
"Następną planetę zajmował Pijak. Te odwiedziny trwały bardzo krótko, pogrążyły jednak Małego Księcia w głębokim smutku.
- Co ty tu robisz? - spytał Pijaka, którego zastał siedzącego w milczeniu przed baterią butelek pełnych i bateria butelek pustych.
Mały Książę
- Piję - odpowiedział ponuro Pijak.
- Dlaczego pijesz? - spytał Mały Książę.
- Aby zapomnieć - odpowiedział Pijak.
- O czym zapomnieć? - zaniepokoił się Mały Książę, który już zaczął mu współczuć.
- Aby zapomnieć, że się wstydzę - stwierdził Pijak, schylając głowę.
- Czego się wstydzisz? - dopytywał się Mały Książę, chcąc mu pomóc.
- Wstydzę się, że piję - zakończył Pijak rozmowę i pogrążył się w milczeniu.
Mały Książę zakłopotany ruszył dalej.
"Dorośli są naprawdę bardzo, bardzo śmieszni" - mówił sobie po drodze."

alkohol, dragi i diety... Choroby duszy... Wyniszczanie się bo tak ma być, bo co koleżanki powiedzą...

Z jednej strony powiem- to chore, potrzebujemy regulacji prawnych itp ale z drugiej...
kiedy ostatnio spotkaliście kogoś kto się bawi na trzeźwo mimo, że nie jest samochodem? a jeśli taki był to jaka była reakcja otoczenia? Czy to nie to samo?



powrót na górę strony